Rozdział 17 Wśród lizaczków i baloników. Dalsze losy Saszy

- Czekaj, czekaj. Czy ty jesteś jakoś spokrewniona, z tym Sladem Wilsonem?- spytał Jason.

- No tak to mój tata.

- Wow!

- Haha! Mówiłam, że mnie rozbawiacie?

W końcu, nadeszła wyczekiwana przez wszystkich chwilą. Powrót Candiego. Umówiłam się z chłopakami, że ukryje się za kanapą, a potem wyskoczę.

- Siemka, wróciłem! – krzyknął wchodząc do salonu. – Co wy tacy rozbawieni, tak cieszycie się na mój widok? Nie było mnie tylko dwie godziny. – chłopcy odpowiedzieli tylko chichotem.

- Cześć Candy! – zawołałam wskakując na kanapę i lądując na kolanach Jeffa oraz Jasona.

- Heeej…?! Jak ty wyszłaś i jak to możliwe, że jesteś w jednym kawałku? – spytał na jednym oddechu.

- Magia! – zrobiłam jazzowe rączki i sypnęłam trochę konfetti.

Wybuchliśmy z chłopakami głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Tylko Candy nic, nie łapał.

———————-

Wracając do Sladea i Robina.

- Candy Pop. Candy Pop. – powtarzał Slade.- Wiem, gdzie jest Sasza. Jedziemy!

- A Batman? On też jej szuka.

- Musimy go spławić, albo zabrać ze sobą, ogłuszyć i zamknąć w piwnicy. Nie możemy wydać, gdzie się znajdują.

- Znajdują?

- Tak jest ich tam więcej. Ale cóż. Nie ma na co czekać. Jedziemy?

———————-

U Saszy

- No dobra Candy. Chyba coś obiecałeś.- przypomniałam.- Masz spalić połowę ulubionych lizaków.

- Nie!

- Tak, tak. Jak ty tego nie zrobisz, to ja to zrobię.

- Ha! Nigdy ich nie znajdziesz. Tylko ja wiem gdzie są.- Candy był bardzo pewny siebie.

- Mówisz, o tych lizakach, w niebieskim pudle pod twoją szafą, zakryte twoimi bokserkami w motylki?- odpowiedziałam patrząc, na mój lekko zdarty manicure.

- Skąd ty to?

- Ty je spalisz czy ja mam to zrobić?

- Nie! Błagam zrobię co zechcesz!

- Ach taaak?- przeciągnęłam.

- Taaak! Błagam!- Candy wyglądał jakby miał się rozpłakać.

- Dobra, na początek idź mi zrób herbaty. No już. Hop, hop, hop! Hahaha!- chłopak w te pędy ruszył do kuchni. A my się śmialiśmy.

———————-

W tym czasie Slade i Robin zdążyli zgubić się w lesie.

- Jesteś pewien, że to tu?- pytał Robin.

- Tak. Jestem.

- Ale błądzimy tu od godziny!

- Wiem.

- Co?! I nic nie powiedziałeś?!

- Tak musiało być. Musimy tu na kogoś teraz zaczekać.- oznajmił mężczyzna.

- Na kogo?- dopytywał chłopak.

- Zapewne na mnie.

Robin obrócił się i ujrzał 3-4 metrowego mężczyznę w garniturze bez twarzy. Slendermana.

4 Komentarze

    • Nie martw się o to są tu by dodać mi weny i kilka rozdziałów jeszcze troszkę i wrócimy do Jump City chociaż nie wyrzuce ich całkiem :3

  1. Coś mnie naszło na te kolorki *-*
    A co do piwnicy. Trochę głupio byłoby jakby do rezydencji wbił Batman. Nie chciałabym go uśmiercić heheh
    ………
    Batman- lalka Jasona heheh

  2. Widzę, że postawiłaś na bardziej mroczny wygląd bloga. Jeśli wziąć pod uwagę w jakim środowisku obracają się obecnie bohaterowie, to ten jest bardziej odpowiedni.
    Iść do lasu i spotkać Slendermana. Cieszę się, że nie jestem na miejscu bohaterów tego bloga. Dobrze, że chociaż kartek nie muszą szukać.
    „Musimy go spławić, albo zabrać ze sobą, ogłuszyć i zamknąć w piwnicy.” – Slade w dość dziwny sposób traktuje osoby, które chcą mu pomóc, ale biorąc po uwagę jego zawód jest to chyba całkiem normalne.;)
    Chwilowo nic więcej nie dodam, poczekam na dalszy rozwój wydarzeń i wtedy napiszę coś konkretniejszego.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.