Rozdział 16 Wśród lizaczków i baloników?

- Slade, jedziemy na razie do Jump City. Mam pliki.

- Nie ma takiej potrzeby. Mam tu jeszcze Stare mieszkanie, z którego długo nie korzystałem, ale jest tak sprzęt.

——————-

W starym zakwaterowaniu Sladea

- Dobra, daj mi nośnik. Niech ja się tylko dowiem, kto porwał Sasze, a mnie popamięta.

———————–

Candy Pop

Lat: 19

Wzrost: 175 cm

Ubrany w strój błazna, włosy spięte w trzy kucyki z dzwoneczkami, na końcówkach.

 —————————

 

 

- No to mamy duży problem. My jej nigdy nie znajdziemy.- martwił się Robin.

——————-

Perspektywa Saszy sam początek.

Kończyliśmy z Robinem misje. Już miałam do niego iść, kiedy usłyszałam odgłos dzwoneczków i chichot. Ruszyłam, za źródłem dźwięku. Zauważyłam ruch, tuż obok mnie, a potem poczułam silny ból z tyłu głowy i zapadła ciemność.

 

Powoli otwierałam oczy. Dotarło do mnie, że jestem przyczepiona nogami do sufitu, naprawdę grubym i wytrzymałym sznurem. Pokój był niebiesko-czarny, nawet ładny i w miarę wysprzątany. Gdzieniegdzie porozrzucane były lizaki i kolorowe baloniki.Usłyszałam kroki i skrzypienie otwieranych drzwi.

Wyobraźcie sobie to uczucie gdy w domu, z nudów czytasz creepypasty, a przed tobą stoi, we własnej osobie jeden z nich. Candy Pop.

- Cześć lizaczku! Widzę, że już wstałaś.- chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej. Jego twarz była tuż obok mojej.- Nie boisz się mnie?- Spytał zdziwiony moim brakiem emocji.

- Nie czuję, żadnych emocji. Przynajmniej nie powinnam.

- A to niby czemu?

- Wolisz nie wiedzieć.

- Dobra lizaczku, muszę gdzieś wyjść. Wrócę za dwie godziny. Tylko, nie próbuj uciekać. I tak nie dasz rady. Hahaha!!!- zaśmiał się Candy.

- A założysz się?

- Wiesz, jak ci się uda wydostać i zaczekać, na mnie w salonie to cię wypuszczę. I osobiście spalę połowę moich ulubionych lizaczków. Hahaha!!!

- Umowa stoi?

- Zgoda! Hahaha!!! Powodzenia lizaczku!- krzyknął chłopak i wyszedł.

 

Gdyby nie to, że muszę panować nad emocjami, to wybuchłabym śmiechem. A to wszystko przez moje zdolności. Wracając do nich. Zmieniłam się w niematerialnego kruka i wyleciałam z pokoju, na korytarz.Wróciłam jeszcze tylko, po moje gadżety. Jedyne czego brakowało, to komunikator od przyjaciół i taty.

Zgodnie z umową miałam zaczekać w salonie. Schodziłam po schodach najciszej jak umiałam, niestety ostatni zaskrzypiał. Z kuchni wyłonił się chłopak. Miał na sobie chustę i gogle. Gdy mnie zobaczył, złapał swoje toporki i ruszył w moją stronę. Idealnie uniknęłam ciosu i wbiegłam do salonu. Już miałam wybiec z rezydencji, ale złapał mnie wysoki czerwonowłosy mężczyzna, na oko 20 lat?

- Gdzie się laleczka wybiera?- spytał.

- Do domu, nie widać.

- Nie pyskuj!- warknął, a w jego miodowych oczach pojawiły się iskierki zieleni.

- Pff. Bo co mi zrobisz?

- Ej chłopaki! Jakoś wytłumaczy się Candiemu, dlaczego mam nowa lalkę, prawda?

- Tsa, jasne! Zawsze, się coś wymyśli.- odpowiedział blondyn w stroju elfa, nie odrywając wzroku od konsoli.

- Powodzenia życzę.- zachichotałam.

- Śmieszna jesteś. Myślisz, że mi uciekniesz?- Czerwonowłosy, był bardzo pewny siebie.

- Taak!

- Niby jak?

- A tak!- zmieniłam się w niematerialnego kruka i poleciałam, na fotel. Wróciłam do swojej normalnej formy i patrzyłam na reakcje domowników. Najcenniejsza była mina Jasona, któremu wyleciałam z rąk, jako kruk. Znałam ich imiona z tych całych opowiadań. Całkiem łatwo je zapamiętać.

- Jak Ty to?- wykrzykneli niemalże jednocześnie.

- Magia!!! Hahaha!!!

- Wow! A co jeszcze potrafisz, zapytał Jeff.

- No jeszcze trochę.

- Wow. No dobra, ale co ty tu robisz?- spytał Helen.

 - Nie wiem. Jestem sobie na misji. Słyszę dzwoneczki i chichot, a potem ciemność widzę. Budzę się. Przychodzi Candy Pop i po krótkiej pogawedce założyliśmy się o to że jak ja zaczekam w salonie to on spali połowę ulubionych lizaków. Hehe!!!  

- Muszę to zobaczyć. Hahaha!!!- zaśmiał się czarno-biały claun. Laughing Jack.

- No nic. Trzeba zaczekać. Gramy w butelkę? – zapytał Jeff.

– No spoko, ale bez głupich wyzwań, ok?

- Spoczko.- zgodzili się chłopacy.

Po kilku ciekawych rundach wypadło na mnie. – Pytanie czy wyzwanie?

- Pytanie.- wybrałam.

- Podaj nam swoje imię i zakres twoich możliwości.

- Ok. Nazywam się Sasza Wilson. A moje moce to m.in. : telekineza, lewitacja, zamiana w niematerialnego kruka, tworzenie pola siłowego, czarna magia, wnikanie do czyjegoś umysłu. Nie chce mi się wszystkiego wymieniać.

– Wow!

3 Komentarze

  1. Tego się nie spodziewałam. Trochę mnie zaskoczył wybrany przez Ciebie temat, ponieważ zauważyłam, że unikasz brutalności oraz krwawych scen w swoim opowiadaniu, zaś creepasty nieodłącznie związane są i z jednym i z drugim. Nie żeby pomysł mi się nie spodobał. Jest to z pewnością coś oryginalnego jeśli chodzi o temat Tytanów, Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że Sasza nie skończy jako Proxy. No i czekam ma występ Slenderman’a ( kurczę, aż naszła mnie ochota pograć w tę grę, chyba sobie ją jeszcze dzisiaj na chwilkę włączę ) :)
    Podsumowując – gratuluję oryginalnego pomysłu i czekam na dalszy rozwój sytuacji.:)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.