Dobry wieczór

 

 

Dobry wieczór, albo dzień dobry!

Małe wytłumaczenie:

1. Zapomniałam hasła

2. Zapomniałam hasła : ‚D

3. W końcu znalazłam zeszyt i jestem

4. Mam nadzieję,  że wy ze mną

5. Do usłyszenia za kilka dni w nowym wpisie,  gdzie cała afera zostanie wytlumaczona!:D

 

SZPECIAL !!! cz.2

No to ten… hejo ^^ Wróciłam. mam nadzieję, że ktokolwiek się cieszy :)

Miłego czytania ^^

Małe przypomnienie

tak Raven

tak Bestia

tak Gwiazdka

tak Cyborg

tak Robin

tak Sasza

……………………………………………………………………………………………………………………………..

- Halo?…. No to nieźle. …. No dobra, nie ma sprawy,ale… mam nadzieję, że to nie są tacy sami, hmm nie wiem jak to nazwać. No wiesz, że nie są tacy sami jak Bestia i Cyborg… po imprezie…, takiej jak ta dwa lata temu. Pamiętasz, jak na domówkę u Szybkiego wpadł Joker i nawdychali się tych oparów i się upili? Wolałabym, żeby to się nie powtórzyło! … Dobra powiem to od razu! Znam ich, znaczy tylko kilku. … Nie pytaj, okej?! To delikatna sprawa. … No dobrze, powiem im. A na ile? … Okej, to spakujemy się i będziemy jutro. … Tak, do zobaczenia!

- Pakujcie się! Tak na dwa dni. Jedziemy na imprezę.

- A gdzie?

- Demoniczna niespodzianka.

- O-ok…?

- Heheh.

Następnego dnia godzina 16:00 wieża Tytanów

………………………………………………………………………………….

- Zbiórka z rzeczami w salonie!

Tytani przyszli do salonu, a Raven otworzyła portal.

-Tędy?

- A chce ci się iść ponad 1 mile z buta?

- To ja chyba wolę iść przez portal.

…………………………………………………………………………………………

Po 5 minutach drużyna z Jump City stała, przed drzwiami do rezydencji.

- T-to t-tutaj?!- pisnął lekko przerażony widokiem wielkiej rezydencji.

- Tak, a co? Masz cykora? – uśmiechnęła się złośliwie.

- J-ja? Nie! Dlaczego tak sądzisz? Ja się nie boję!

- Dobra, dobra. – Azaratka podeszła do drzwi i za pomoca telekinezy uderzyła trzy razy wielką żelazną kołatką.

- Jack!!! Otwórz drzwi!!! – rozległ się dość niski krzyk.

Klamka drgnęła, a przed bohaterami pojawił się czarno- biały klaun.

-RAVEN!!!- zawołał radosnie i przytulił dziewczynę.

- Tak Jack. Też się cieszę, że cię widzę. Możesz mnie już puścić?!

- No dobra…. Wchodźcie do środka! Ha ha hah!!!

- A ten to się nigdy nie zmieni. – pokręciła głową z rezygnacją.

Tytani weszli do środka i idąc, przez długi korytarz dotarli do salonu.

-Raven! Gwiazdka! Bestia! Cyborg!- zawołała Sasza i przytulała ich wszystkich po kolei.

 

Taki króciutki, bo nie mam ostatnio weny i czasu ;-;

Pozdrawiam <3

Przepraszam :C

Przepraszam, że nie ma wpisów, ale na razie muszę nadgonić szkołę i nie mam czasu na zbyt długie pisanie :C

Mam nadzieje,że będziecie czekać i nie będziecie źli, no bo w końcu za niedługo wakacje i WOLNE!!! i Będą ROZDZIAŁY *-*

SZPECIAL !!! cz.1

WOOOOOOOOOOOOW!!!!!!!!!!!!!

Licznik przekroczył już 2000 odwiedzin !!!

Bardzo wam dziękuję, że ze mną jesteście :-D

A oto SZPECIAL !!!!!!!!!!!!!

……………………………………………………………………………………….

tak Raven

tak Bestia

tak Gwiazdka

tak Cyborg

- Eee, nie wydaje się wam to dziwne, że od kiedy wróciliśmy z wakacji nie było żadnych napadów ze strony Sladea?

- Nie czemu?

- Na pewno pracuje nad czymś większym.

- Ech, czy moglibyście choć raz zająć się czymś pożytecznym?!

- Zgadzam się z Raven. Wy tylko gracie na konsoli! Od kiedy nie ma z nami Robina,wieża popada w ruinę!

- Ale koniec z tym! Od dzisiaj sprzątacie całą wieżę!

- Całą!

- Taa, jasne….

Raven przybrała swoją demoniczną postać!

- To ja już może pójdę sprzątać!!!

- Ja też!!!

- I tak to się robi, heheh!

Kilka męczących godzin później

…………………………………………………….

- Skończyliśmy!!!

- No dobrze, to teraz możecie pograć sobie na konsoli.

- Wiecie co…?

- Ja chyba aaa… pójdę spać…aaa….

- Jestem aaa… za…aaa….

- Dobranoc…aaa….

- Dobranoc, hahah !!!

Tydzień później

…………………………………………

- Halo?…. No to nieźle. …. No dobra, nie ma sprawy,ale… mam nadzieję, że to nie są tacy sami, hmm nie wiem jak to nazwać. No wiesz, że nie są tacy sami jak Bestia i Cyborg… po imprezie…, takiej jak ta dwa lata temu. Pamiętasz, jak na domówkę u Szybkiego wpadł Joker i nawdychali się tych oparów i się upili? Wolałabym, żeby to się nie powtórzyło! … Dobra powiem to od razu! Znam ich, znaczy tylko kilku. … Nie pytaj, okej?! To delikatna sprawa. … No dobrze, powiem im. A na ile? … Okej, to spakujemy się i będziemy jutro. … Tak, do zobaczenia!

 

Tak, na początek :) Mam nadzieję, że was zaciekawiłam i nie zabijecie mnie za urwanie w tym momencie XD

Rozdział 19 Z perspektywy Saszy

- Candy! Gdzie moja herbata?

- Już niosę! Proszę!

- No Candyś, nie płacz. Aż taka wredna nie będę.- szatański uśmieszek nie schodził mi z twarzy.

- Czy teraz jeszcze czegoś potrzebujesz?- zapytał błazen.

- Nie dziękuję, możesz się oddalić.- mówiąc to przybrałam pozycję księżniczki siedzącej na tronie. Chłopaki ledwo powstrzymywali chichot.

- Gramy w butelkę?!- wydarł się Jeff. No bo kto inny?

- Jasne!- odpowiedziałam z entuzjazmem. Usiedliśmy w kółku. Kręcił Jeff i wypadło na Candiego.

- Pytanie czy wyzwanie?- zapytał.

- Wyzwanie!

- Całuj się z Saszą przez pięć minut!- widziałam błysk w oczach Candiego.

- Pogięło cię Jeff?!- krzyknęłam.

- Nie jeszcze nie, hahah!- śmiał się Jeff. Moje oczy stały się całe czerwone, tak samo jak oczy Puppetera są żółte. Wyjęłam zza pleców patelnię (Helenkę^-^) i walnęłam nią w głowę wiecznie uśmiechniętego chłopaka. Padł jak długi na ziemię i stracił przytomność. A ja…. Ja się tylko śmiałam z jego głupoty.

- No Sasza, nie daj się prosić! Daj wykonać mi zadanie!- zaczął się do mnie zbliżać. Walnęłam go patelnią w głowę, ale… nie zadziałało. No tak. Candy nie jest do końca człowiekiem, prawda?

Zaczęłam uciekać po całej rezydencji i drzeć się na całe gardło. Bo oczywiście chłopacy woleli popatrzeć i się pośmiać.

- Aaaa!!! Misiek, gdzie jesteś?! Robiś!!! Ratuj!!!

Właśnie zbiegałam po schodach z powrotem do salonu, gdy do rezydencji ktoś zrobił sławne z „Z buta wjeżdżam”. Widziałam jak Jeff na zawołanie się ocknął i rzucił w strone drzwi jeden ze swoich noży. Za nim doleciał usłyszałam:Odsunąć się od mojej dziewczyny, albo nie ręczę za siebie!

Znałam ten głos. To był… Robin!!! Udało mu się zatrzymać nóż, przed twarzą. Ulżyło mi. Rzuciłam się mu na szyję i pocałowałam. W końcu znowu jesteśmy razem!

Rozdział 18 Z perspektywy Robina

- Slade! Jak miło cię znowu spotkać.- powiedział mężczyzna, z uśmiechem? Tak to wyglądało.

- Ciebie również Slendi!- odpowiedział.

- To wy się znacie?- spytałem.

- Tak dziecko.- dziecko? Pomyślałem.

- Proszę nie mów do mnie dziecko. Jestem Robin.

- Dobrze Robinie. Co was tu sprowadza? Slade, dobrze wiesz, że w tej części lasu biegają „moje” dzieci. To niebezpieczne, szczególnie dla chłopca.

- Tak, wiem ale niebieski błazen zwany Candy Popem porwał moją córkę!!!- widziałem jak nie wytrzymuje napięcia. Wiem, że ją kocha. Ja też, przecież jest moją księżniczką, moją gwiazdką z nieba. Błagam Dick skup się trzeba ją jak najszybciej odzyskać!

- Zamknijcie oczy.- zrobiliśmy, jak rozkazał Slenderman. Kiedy na nowo je otworzyłem, moim oczom ukazała się ogromna rezydencja.

Usłyszałem krzyk Saszy, mojego słońca, które sprawiało iż mogłem mieszkać pod jednym dachem ze Sladem. Nie wytrzymałem. Wpadłem do środka tzw. „Z buta wjeżdżam” krzycząc: Odsunąć się od mojej dziewczyny, albo nie ręczę za siebie!

Wtedy zatrzymałem przed moją twarzą, lecący w moją stronę nóż. Wzrokiem szukałem sprawcy, ale przeszkodził mi w tym radosny krzyk moje muzy.

- Robin!- usłyszałem wybrankę mego serca. Sasza uwiesiła się na mojej szyi, a ja tuliłem się do niej, jakbym miał nigdy jej nie puścić. Po mojej i jej twarzy spływały łzy szczęścia. Kiedy się od siebie oderwaliśmy spojrzałem jej w oczy i czule pocałowałem.

Obiecałem sobie iż nigdy jej nie opuszczę!

Rozdział 17 Wśród lizaczków i baloników. Dalsze losy Saszy

- Czekaj, czekaj. Czy ty jesteś jakoś spokrewniona, z tym Sladem Wilsonem?- spytał Jason.

- No tak to mój tata.

- Wow!

- Haha! Mówiłam, że mnie rozbawiacie?

W końcu, nadeszła wyczekiwana przez wszystkich chwilą. Powrót Candiego. Umówiłam się z chłopakami, że ukryje się za kanapą, a potem wyskoczę.

- Siemka, wróciłem! – krzyknął wchodząc do salonu. – Co wy tacy rozbawieni, tak cieszycie się na mój widok? Nie było mnie tylko dwie godziny. – chłopcy odpowiedzieli tylko chichotem.

- Cześć Candy! – zawołałam wskakując na kanapę i lądując na kolanach Jeffa oraz Jasona.

- Heeej…?! Jak ty wyszłaś i jak to możliwe, że jesteś w jednym kawałku? – spytał na jednym oddechu.

- Magia! – zrobiłam jazzowe rączki i sypnęłam trochę konfetti.

Wybuchliśmy z chłopakami głośnym, niekontrolowanym śmiechem. Tylko Candy nic, nie łapał.

———————-

Wracając do Sladea i Robina.

- Candy Pop. Candy Pop. – powtarzał Slade.- Wiem, gdzie jest Sasza. Jedziemy!

- A Batman? On też jej szuka.

- Musimy go spławić, albo zabrać ze sobą, ogłuszyć i zamknąć w piwnicy. Nie możemy wydać, gdzie się znajdują.

- Znajdują?

- Tak jest ich tam więcej. Ale cóż. Nie ma na co czekać. Jedziemy?

———————-

U Saszy

- No dobra Candy. Chyba coś obiecałeś.- przypomniałam.- Masz spalić połowę ulubionych lizaków.

- Nie!

- Tak, tak. Jak ty tego nie zrobisz, to ja to zrobię.

- Ha! Nigdy ich nie znajdziesz. Tylko ja wiem gdzie są.- Candy był bardzo pewny siebie.

- Mówisz, o tych lizakach, w niebieskim pudle pod twoją szafą, zakryte twoimi bokserkami w motylki?- odpowiedziałam patrząc, na mój lekko zdarty manicure.

- Skąd ty to?

- Ty je spalisz czy ja mam to zrobić?

- Nie! Błagam zrobię co zechcesz!

- Ach taaak?- przeciągnęłam.

- Taaak! Błagam!- Candy wyglądał jakby miał się rozpłakać.

- Dobra, na początek idź mi zrób herbaty. No już. Hop, hop, hop! Hahaha!- chłopak w te pędy ruszył do kuchni. A my się śmialiśmy.

———————-

W tym czasie Slade i Robin zdążyli zgubić się w lesie.

- Jesteś pewien, że to tu?- pytał Robin.

- Tak. Jestem.

- Ale błądzimy tu od godziny!

- Wiem.

- Co?! I nic nie powiedziałeś?!

- Tak musiało być. Musimy tu na kogoś teraz zaczekać.- oznajmił mężczyzna.

- Na kogo?- dopytywał chłopak.

- Zapewne na mnie.

Robin obrócił się i ujrzał 3-4 metrowego mężczyznę w garniturze bez twarzy. Slendermana.

Rozdział 16 Wśród lizaczków i baloników?

- Slade, jedziemy na razie do Jump City. Mam pliki.

- Nie ma takiej potrzeby. Mam tu jeszcze Stare mieszkanie, z którego długo nie korzystałem, ale jest tak sprzęt.

——————-

W starym zakwaterowaniu Sladea

- Dobra, daj mi nośnik. Niech ja się tylko dowiem, kto porwał Sasze, a mnie popamięta.

———————–

Candy Pop

Lat: 19

Wzrost: 175 cm

Ubrany w strój błazna, włosy spięte w trzy kucyki z dzwoneczkami, na końcówkach.

 —————————

 

 

- No to mamy duży problem. My jej nigdy nie znajdziemy.- martwił się Robin.

——————-

Perspektywa Saszy sam początek.

Kończyliśmy z Robinem misje. Już miałam do niego iść, kiedy usłyszałam odgłos dzwoneczków i chichot. Ruszyłam, za źródłem dźwięku. Zauważyłam ruch, tuż obok mnie, a potem poczułam silny ból z tyłu głowy i zapadła ciemność.

 

Powoli otwierałam oczy. Dotarło do mnie, że jestem przyczepiona nogami do sufitu, naprawdę grubym i wytrzymałym sznurem. Pokój był niebiesko-czarny, nawet ładny i w miarę wysprzątany. Gdzieniegdzie porozrzucane były lizaki i kolorowe baloniki.Usłyszałam kroki i skrzypienie otwieranych drzwi.

Wyobraźcie sobie to uczucie gdy w domu, z nudów czytasz creepypasty, a przed tobą stoi, we własnej osobie jeden z nich. Candy Pop.

- Cześć lizaczku! Widzę, że już wstałaś.- chłopak zaśmiał się i podszedł bliżej. Jego twarz była tuż obok mojej.- Nie boisz się mnie?- Spytał zdziwiony moim brakiem emocji.

- Nie czuję, żadnych emocji. Przynajmniej nie powinnam.

- A to niby czemu?

- Wolisz nie wiedzieć.

- Dobra lizaczku, muszę gdzieś wyjść. Wrócę za dwie godziny. Tylko, nie próbuj uciekać. I tak nie dasz rady. Hahaha!!!- zaśmiał się Candy.

- A założysz się?

- Wiesz, jak ci się uda wydostać i zaczekać, na mnie w salonie to cię wypuszczę. I osobiście spalę połowę moich ulubionych lizaczków. Hahaha!!!

- Umowa stoi?

- Zgoda! Hahaha!!! Powodzenia lizaczku!- krzyknął chłopak i wyszedł.

 

Gdyby nie to, że muszę panować nad emocjami, to wybuchłabym śmiechem. A to wszystko przez moje zdolności. Wracając do nich. Zmieniłam się w niematerialnego kruka i wyleciałam z pokoju, na korytarz.Wróciłam jeszcze tylko, po moje gadżety. Jedyne czego brakowało, to komunikator od przyjaciół i taty.

Zgodnie z umową miałam zaczekać w salonie. Schodziłam po schodach najciszej jak umiałam, niestety ostatni zaskrzypiał. Z kuchni wyłonił się chłopak. Miał na sobie chustę i gogle. Gdy mnie zobaczył, złapał swoje toporki i ruszył w moją stronę. Idealnie uniknęłam ciosu i wbiegłam do salonu. Już miałam wybiec z rezydencji, ale złapał mnie wysoki czerwonowłosy mężczyzna, na oko 20 lat?

- Gdzie się laleczka wybiera?- spytał.

- Do domu, nie widać.

- Nie pyskuj!- warknął, a w jego miodowych oczach pojawiły się iskierki zieleni.

- Pff. Bo co mi zrobisz?

- Ej chłopaki! Jakoś wytłumaczy się Candiemu, dlaczego mam nowa lalkę, prawda?

- Tsa, jasne! Zawsze, się coś wymyśli.- odpowiedział blondyn w stroju elfa, nie odrywając wzroku od konsoli.

- Powodzenia życzę.- zachichotałam.

- Śmieszna jesteś. Myślisz, że mi uciekniesz?- Czerwonowłosy, był bardzo pewny siebie.

- Taak!

- Niby jak?

- A tak!- zmieniłam się w niematerialnego kruka i poleciałam, na fotel. Wróciłam do swojej normalnej formy i patrzyłam na reakcje domowników. Najcenniejsza była mina Jasona, któremu wyleciałam z rąk, jako kruk. Znałam ich imiona z tych całych opowiadań. Całkiem łatwo je zapamiętać.

- Jak Ty to?- wykrzykneli niemalże jednocześnie.

- Magia!!! Hahaha!!!

- Wow! A co jeszcze potrafisz, zapytał Jeff.

- No jeszcze trochę.

- Wow. No dobra, ale co ty tu robisz?- spytał Helen.

 - Nie wiem. Jestem sobie na misji. Słyszę dzwoneczki i chichot, a potem ciemność widzę. Budzę się. Przychodzi Candy Pop i po krótkiej pogawedce założyliśmy się o to że jak ja zaczekam w salonie to on spali połowę ulubionych lizaków. Hehe!!!  

- Muszę to zobaczyć. Hahaha!!!- zaśmiał się czarno-biały claun. Laughing Jack.

- No nic. Trzeba zaczekać. Gramy w butelkę? – zapytał Jeff.

– No spoko, ale bez głupich wyzwań, ok?

- Spoczko.- zgodzili się chłopacy.

Po kilku ciekawych rundach wypadło na mnie. – Pytanie czy wyzwanie?

- Pytanie.- wybrałam.

- Podaj nam swoje imię i zakres twoich możliwości.

- Ok. Nazywam się Sasza Wilson. A moje moce to m.in. : telekineza, lewitacja, zamiana w niematerialnego kruka, tworzenie pola siłowego, czarna magia, wnikanie do czyjegoś umysłu. Nie chce mi się wszystkiego wymieniać.

– Wow!

Rozdział 15 Współpraca

- Slade, muszę pojechać gdzieś sam. Później, cię znajdę.

- Tak po prostu mam ci zaufać?

- Będziesz musiał dla dobra Saszy.

——————–

W Bat jaskini

- Witaj Alfredzie!

- Witaj paniczu.

- Bruce, gdzie jest Sasza?

- Kazałem ci zostać w domu!

- Już nie jestem twoim pomocnikiem i nie będziesz mi rozkazywał.

- To teraz jesteś na polecenia Sladea, a po tym, jak cię zaadoptowałem tak mi się odwdzięczasz?

- To teraz mi to wypominasz. Ja miałem ojca, ale mi go odebrano. Rozumiesz, on nie żyje i moja matka też. Już Slade potrafi okazać trochę współczucia.

- Dick. – Buceowi odebrało mowę.

- Jestem tu po to by uratować Saszę, a nie martwić się no to czy jesteś moim ojcem, czy nie. Więc  w końcu powiedz mi co o tym wiesz.

- Dane są w komputerze. Jak będziesz czegoś potrzebował to zadzwoń.

- Bruce, ja. Przepraszam. Tylko co ty byś zrobił, gdybym to ja był na jej miejscu.

- Masz rację. Obojgu nas poniosło. Choć, zgram ci pliki.

2 godziny później.

- Dzięki Bruce!

- No dobrze. Wpadnij jeszcze czasem.

- Dobrze. Do widzenia Alfredzie.

- Do widzenia paniczu.

- Cześć Bruce.

- Pa Dicky!

Pilniczki moje kochane !!!

Słuchajcie!!!

7.03 wyjeżdżam na około tydzień, no i wiecie ciężko z internetem (smuteczeg).

Błagam głosujcie:

a) Joker i Harley (zostajemy przy dotychczasowych planach)

b) ….. (Nowy pomysł na fabułę).

 

Bo inaczej, nie będę mogła wstawić kolejnych rozdziałów.

 

Pozdrawiam :*

Uszanowanko!!!

Wyjaśnienie XD

A więc tak!

Mam pomysł odnośnie tego kto mógłby porwać Saszę.

To może zmienić moje dotychczasowe plany.

Takiego fanfiction chyba jeszcze nie ma.

Wasz wybór:

a) Joker i Harley (zostajemy przy dotychczasowych planach)

b) ….. (Nowy pomysł na fabułę, nie zdradzę XD).

Rozdział 14 Porwanie

Wieczorem Sasza i Robin wyruszyli na mały napad.

Gdy mieli wracać:

- Sasza, gdzie jesteś?- nawoływał Robin, ale nikt nie odpowiadał.- SASZA!!!

Po dwóch godzinach poszukiwań postanowił, że wróci do domu. gdy nie znalazł tam dziewczyny, od razu poinformował o tym Sladea. Mężczyzna, nie okazywał już gniewu. Był zatroskany. Nie mogli zgłosić zaginięcia na policję. Musieli działać na własną rękę.

Wieczorem zadzwonił komunikator Robina.

- Coś się stało Bruce?

- Wiem, gdzie jest twoja przyjaciółka.

- Proszę powiedz mi, gdzie ona jest?!

- Została porwana, przez … (Titola: Później wyjaśnię, nie bijcie XD). Czym prędzej muszę się tym zająć.

- A co ze mną? I ze Sladem?

- To jest zbyt niebezpieczne, dla ciebie.

- Dam sobie radę!

- Nie Dicky.

- Ale?!

- Nie ma, żadnego ale!- Batman się rozłączył.

Chłopak jak najszybciej pobiegł do Sladea i w trybie natychmiastowym ruszyli do Gotham.